Jak korzystać z AI i nie wysłać danych klientów w świat
Najczęstsze pytanie, jakie słyszę od właścicieli firm o AI, wcale nie brzmi „ile to kosztuje". Brzmi: „a co z moimi danymi?".
I bardzo dobrze, że tak brzmi. To pytanie zadaję sobie zawodowo. Jestem audytorem wewnętrznym w sektorze finansów publicznych i pracuję z dokumentami pełnymi danych osobowych: nazwiska, adresy, wynagrodzenia, sprawy pracownicze. Chcę używać AI do analizy tych dokumentów, bo oszczędza mi tygodnie pracy. Ale nie mam prawa wysłać tych danych na czyjś serwer.
Co zrobiłem u siebie
Napisałem program, który rozwiązuje ten konflikt. Zanim jakikolwiek dokument trafi do AI, program zamazuje w nim dane osobowe: nazwiska, adresy, numery PESEL, telefony. Radzi sobie też ze skanami, nie tylko z plikami tekstowymi.
Najważniejsza cecha: działa na moim komputerze, bez internetu. Dokument z danymi nigdzie nie wyjeżdża. AI dostaje wersję wyczyszczoną i na niej pracuje. Wnioski z analizy odnoszę potem do oryginału, który cały czas leży u mnie.
Nie opowiadam o tym, żeby sprzedawać program. Opowiadam, bo to pokazuje zasadę: da się mieć jedno i drugie. Korzyść z AI oraz dane pod kontrolą. Trzeba tylko ustawić kolejność: najpierw czyszczenie, potem maszyna.
Zasady, które wprowadzam w firmach
W małej firmie nie potrzeba działu bezpieczeństwa. Potrzeba kilku jasnych reguł, spisanych na jednej stronie:
- Lista rzeczy, których nigdy nie wkleja się do AI. Dane osobowe klientów i pracowników, umowy z nazwiskami, dane medyczne, hasła. Konkretna lista, nie ogólnik „bądź ostrożny".
- Firmowe konta zamiast prywatnych. Wersje płatne narzędzi AI mają inne zasady przetwarzania danych niż darmowe. Pracownik na prywatnym darmowym koncie to najczęstsza dziura.
- Czyszczenie dokumentów przed analizą. Tam, gdzie AI ma czytać dokumenty z danymi, wstawiam etap zamazywania. Tak jak u siebie.
- Jedna osoba, która wie, jak to działa. Ktoś musi umieć odpowiedzieć na pytanie „gdzie lądują nasze dane". Jeśli nikt w firmie nie umie, to znaczy, że nikt tego nie pilnuje.
Pracownicy dostają te zasady na piśmie. Krótkie, po polsku, bez prawniczego żargonu. Zasady, których nikt nie rozumie, nie chronią niczego.
Czego ten tekst nie załatwia
Uczciwie: nie jestem prawnikiem i nie zastępuję obsługi prawnej w tematach RODO. Układam bezpieczną praktykę codziennej pracy z AI: co wolno, czego nie wolno, jak czyścić dokumenty i jak to udokumentować. W większości małych firm właśnie tej warstwy brakuje najbardziej.
Twoi pracownicy już używają AI, tylko nie wiesz na jakich kontach i z jakimi danymi? To częstszy stan, niż myślisz. Pomogę to uporządkować.
Napisz do mnie