Automat, który co rano sprawdza osiem stron z ofertami pracy
Moja córka szuka pracy jako psycholog. Co rano obchodziła strony ośmiu szpitali, żeby sprawdzić, czy ktoś nie wrzucił nowej oferty.
Strona za stroną. Zakładka „Kariera", zakładka „Praca", czasem ogłoszenie schowane gdzieś w stopce. Osiem placówek w Małopolsce. Codziennie od nowa, bo oferta potrafi wisieć dwa dni i zniknąć.
Trudne to nie jest. Za to nudne i łatwo o tym zapomnieć w natłoku dnia. A przegapiona oferta to przegapiona szansa.
Więc zbudowałem jej automat
Codziennie o siódmej rano przechodzi przez wszystkie osiem stron. Sprawdza, czy pojawiło się coś dla psychologa albo psychoterapeuty. Jeśli tak, wysyła jej maila z linkiem prosto do oferty. Jeśli nie, milczy i nie zawraca głowy.
To ostatnie jest ważniejsze, niż się wydaje. Automatu, który codziennie przysyła raport „nic nowego", po tygodniu nikt już nie czyta. Automat, który odzywa się tylko wtedy, gdy ma coś konkretnego, zachowuje zaufanie.
Co się realnie zmieniło
Córka odzyskała jakieś czterdzieści minut każdego ranka. Ale ważniejsze jest co innego: już nie musi pamiętać. Nie sprawdza z niepokojem, czy aby na pewno nic nie przeoczyła. Robot patrzy za nią.
Sedno całej tej AI
Nie chodzi o wielkie wdrożenia za miliony. Czasem chodzi o jeden męczący nawyk, który ktoś powtarza codziennie, i o to, żeby zdjąć mu go z głowy.
W firmach wygląda to identycznie. Ktoś co rano sprawdza stany magazynowe u dostawców. Ktoś ręcznie przepisuje zamówienia z maili do tabeli. Ktoś pilnuje, czy kontrahent opublikował nowy cennik. Za każdym razem ta sama historia: czynność prosta, ale codzienna, nudna i łatwa do przeoczenia.
Takie czynności oddaje się maszynie w pierwszej kolejności. Koszt jest mały, efekt widać w pierwszym tygodniu, a człowiek przestaje być przypominajką.
Masz w firmie albo w domu czynność, którą ktoś robi co rano tylko dlatego, że „ktoś musi"? Zwykle da się ją oddać maszynie.
Napisz do mnie