AI przeczytała za mnie 500 stron dokumentów. Audyt i tak zrobiłem sam
Jestem audytorem wewnętrznym w sektorze finansów publicznych. Ostatnio AI przeczytała za mnie prawie 500 stron dokumentów w dwa dni. I nie, maszyna nie zrobiła audytu za mnie. Zrobiła coś innego, o czym opowiem po kolei.
Na czym polega ta praca
Duża część audytu to czytanie: procedury, regulaminy, instrukcje, sprawozdania, protokoły. Szuka się w nich miejsc, gdzie coś się nie zgadza. Procedura mówi jedno, a śladu wykonania brak. Regulamin każe robić inwentaryzację co kwartał, a w dokumentach jest ślad za jeden kwartał w roku. Żmudna, papierowa praca. Wcześniej zajmowała mi tygodnie.
Co dostała maszyna
Tym razem zrobiłem to inaczej. AI dostała komplet dokumentów jednostki i jedno zadanie: przeczytać wszystko i zestawić sprzeczności. Miejsca, gdzie przepis wewnętrzny czegoś wymaga, a w pozostałych dokumentach nie widać, żeby to się działo.
Takich sygnałów wyłapała kilkadziesiąt. W dwa dni. Bez zmęczenia, bez pomijania stron, bez gubienia wątku na stronie 340.
Co zostało dla mnie
A potem zaczęła się moja część. Bo AI niczego nie sprawdziła. Ona tylko pokazała, gdzie patrzeć.
To ja jadę do jednostki. To ja pytam „dlaczego tego nie ma". To ja oceniam, czy chodzi o realny problem, czy o zwykłe niedopilnowanie papieru. I to ja podpisuję sprawozdanie własnym nazwiskiem.
AI nie bierze odpowiedzialności. Audytor bierze. Podział pracy okazał się w praktyce bardzo prosty:
- maszyna czyta i zestawia, bo robi to szybciej i dokładniej niż człowiek po ośmiu godzinach kartkowania,
- człowiek weryfikuje, rozumie kontekst i podejmuje decyzje.
Ważny szczegół: dane
Dokumenty urzędowe są pełne danych osobowych. Zanim cokolwiek trafiło do AI, przeszło przez program, który napisałem właśnie w tym celu: zamazuje nazwiska, adresy i numery. Działa na moim komputerze, bez internetu. Jak dokładnie to układam, opisałem w osobnym tekście o bezpiecznym korzystaniu z AI.
Co z tego wynika dla Twojej firmy
Nie jestem programistą. Jestem kimś, kto zna procesy i pieniądze od środka i nauczył się używać AI jak narzędzia. Tak jak kiedyś nauczyłem się arkusza kalkulacyjnego.
Najważniejsza obserwacja z tego audytu: AI nie skróciła mojej pracy o połowę. Ona ją przesunęła tam, gdzie jest naprawdę potrzebna. Mniej kartkowania, więcej myślenia i rozmowy z ludźmi.
Jeśli w Twojej firmie ktoś regularnie czyta duże ilości dokumentów, umów, ofert czy reklamacji, ten sam mechanizm zadziała u Ciebie. Maszyna czyta i wskazuje, człowiek decyduje.
Pracujesz z dużą ilością dokumentów i zastanawiasz się, gdzie AI realnie pomoże, a gdzie tylko udaje? Opowiem, jak to ułożyłem u siebie.
Napisz do mnie